Pamiętasz, jak Twoje dziecko było jeszcze takie całkiem malutkie, a w Twojej głowie kiełkowały plany o idealnym rodzicielstwie bliskości, kiedy będzie ono już większe. Wydawało Ci się wtedy, że ciężko będzie o jakąkolwiek sytuację, która może w przyszłości wzbudzić w Tobie złość na tę małą bezbronną istotkę? Jednak później przyszło życie… I okazało się, że złość może jednak towarzyszyć Ci w codziennym trudzie rodzicielstwa, a w dodatku zdarza Ci się nie panować nad emocjami w określonych sytuacjach. Co ciekawe – często są to sytuacje dość powtarzalne. Możliwe, że musisz znaleźć swój trigger!
Jak działają „zapalniki”?
Jeżeli kiedykolwiek zdarzyło Ci się przesadną złością zareagować na psoty Twojego dziecka to wiedz, że jest to zupełnie normalne. Naukowcy w tym doktor Laura Markham już dawno uznali, że w naszej podświadomości od najmłodszych lat kształtują się wyzwalacze, które bardzo szybko doprowadzają nas do utraty kontroli nad swoją złością i działają trochę jak płachta na byka.
Tylko dlaczego akurat nasze dzieci, czyli osoby, które kochamy najbardziej na świecie, tak łatwo nas wyzwalają? Czasami wystarczy jedna sytuacja czy słowo, które wypowie nasze dziecko i czujemy ogarniającą nas złość, która potrafi nawet wymknąć się spod kontroli.
Taka spływająca na nas fala wściekłości często jest nie do zatrzymania i może nawet nam samym wydawać się absurdalna, bo nie potrafimy dokładnie określić, dlaczego jesteśmy aż tak źli z powodu pozornie błahych rzeczy, które robią czy mówią nasze dzieci.
Oczywiście rodzice są często wyzwalani przez swoje dzieci, ponieważ są przekonani, że ich złe zachowanie sprawia, że wyglądają na złych rodziców i biorą to mocno do siebie – dosłownie jakby byli oceniani za zachowanie swojego dziecka tak samo, jakby to było ich zachowanie. Gdyby rodzice mogli patrzeć na pewne sytuacje bardziej „z boku” – tak, jak patrzą np. na swoich przyjaciół, to zachowanie ich dzieci nie miałoby żadnej władzy nad ich emocjami.
Okazuje się jednak, że w przypadku „zapalników” płynących z zachowania lub słów naszego dziecka możemy podejrzewać, że wynikają one bezpośrednio z naszego dzieciństwa. Często myślimy, że to wina naszego dziecka, że jesteśmy wyzwalani, a w rzeczywistości określone „triggery” pojawiły się w naszej podświadomości w czasie naszego własnego dzieciństwa. Jeżeli mamy bolesne wspomnienia i otwarte rany z dzieciństwa to nasze dzieci wyzwalają je po prostu – będąc dziećmi.
Co dokładnie może być Twoim zapalnikiem? Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale istnieją schematy, które u wielu dorosłych się powtarzają:
- Obrażeni rodzice – jeżeli Twoi rodzice „karali Cię” odrzuceniem i obrażali się po czym nie dali się przeprosić to najprawdopodobniej, będziesz reagować przesadną złością na lekceważenie ze strony swojego dziecka. Jeżeli Twoje dziecko nie słucha Cię i ignoruje polecenia (nawet wtedy, gdy jest czymś po prostu bardzo pochłonięte) możesz reagować przesadnie, bo Twoja podświadomość podpowiada Ci, że jesteś lekceważony i niedoceniony. Możesz ponadto mieć trudność z czekaniem na wypełnianie Twoich poleceń.
- Wymagający rodzice – jeżeli Twoi rodzice wciąż wymagali od Ciebie coraz to nowych i lepszych osiągnięć, to prawdopodobnie wyrosłeś na bardzo krytycznego wobec siebie samego dorosłego. Perfekcjonizm nie idzie w parze z bezwarunkową miłością – błędy swojego dziecka możesz przeżywać nie jako okazję do nauki, ale dowód Twojej porażki jako rodzica.
- Nieszanujący rodzice – jeżeli Twoi rodzice Cię nie szanowali, nie liczyli się z Twoim zdaniem i ignorowali Twoje potrzeby, które jasno komunikowałeś w dzieciństwie, to mogłeś wyrosnąć na osobę, która postrzega innych jako pogardliwych. Wówczas najmniejszy przejaw braku szacunku ze strony dziecka będziesz przeżywać bardzo dotkliwie i może to budzić Twoją furię nawet jeśli dziecko ma 3 lata i niewiele z tego rozumie.
- Surowi rodzice – jeżeli w chwilach gniewu Twoi rodzice byli bardzo surowi – stosowali kary cielesne czy krzyczeli, to możesz kojarzyć złość z zagrożeniem. Wtedy wiele przejawów złości u Twojego dziecka może wyzwolić w Tobie reakcję typu “walcz lub uciekaj” – możesz traktować dziecko jak wroga, którego trzeba pokonać i zaczynasz krzyczeć, bo tylko takie znasz rozwiązania albo próbujesz wycofywać się z konfrontacji, spełniając zachcianki byle jak najszybciej zażegnać kryzysową sytuację.
Noszenie urazy, nawet jeśli o niej nie wiemy potrafi zmienić nasze odczucia i zachowania względem naszych własnych dzieci i tylko zdefiniowanie naszych „zapalników”, zdanie sobie z nich sprawy i zaakceptowanie ich może sprawić, że będziemy potrafili nad nimi zapanować.
Czy można poradzić sobie z napadem złości?
Niestety niepohamowana złość wynikająca często z określonych wyzwalaczy ma wpływ nie tylko na Twoje dziecko, ale również na Ciebie samego. Jeżeli nie potrafisz się powstrzymać, krzyczysz na dziecko, a później masz ogromne wyrzuty sumienia i czujesz się jak najgorszy rodzic świata, to musisz zacząć zmianę od samego środka – czyli od samego siebie i akceptacji swoich zapalników.
Pamiętaj, że dotyczą one każdego – każdy ma swoją piętę Achillesa i chociaż jest to swego rodzaju słabość, to jednak możesz się nauczyć kontrolować swoją reakcję i swoje emocje.
Zacznij od tego, aby zidentyfikować i nazwać swoje triggery. Określenie „wroga” jest często pierwszym krokiem do pokonania go. Zastanów się, w jakich sytuacjach generowanych przez Twoje dziecko wpadasz w furię. Możesz to nawet zanotować w zeszycie, żeby później dokładnie przeanalizować, z jaką sytuacją z przeszłości Ci się to kojarzy. To najtrudniejsza część do pokonania swoich demonów, ale samoświadomość – choć bolesna – jest pierwszym krokiem do zmian.
Moment, w którym zdasz sobie sprawę, że fala złości, która na Ciebie spływa, może nie być wynikiem słów czy zachowania Twojego dziecka tylko jest efektem przykrych doświadczeń w przyszłości, pozwoli Ci zatrzymać się na chwilę i nie wybuchnąć. Wtedy daj sobie czas, żeby ochłonąć i nie mów nic w złości. Jeżeli sytuacja nie wymaga Twojej natychmiastowej reakcji, możesz wyjść do drugiego pokoju, wziąć prysznic, przewietrzyć się czy posłuchać muzyki. Najtrudniejszy będzie ten moment, w którym po prostu musisz zatrzymać reakcję i powiedzieć sobie głośno „Poczekaj! To nie wina dziecka, że ta sytuacja wyprowadza Cię z równowagi”.
Musisz popracować nad tym, aby stworzyć wokół siebie przestrzeń pełną akceptacji i pozbawioną krzywdzących osądów. Nie możesz z góry przypisywać dziecku złych intencji, bo z reguły ono chce tylko zwrócić Twoją uwagę.
Oczywiście droga do całkowitego wyleczenia się z „zapalników” jest bardzo długa dlatego warto nauczyć się też po prostu radzić sobie ze złością jeżeli już się ona pojawi, znaleźć sposób na uspokojenie się, a nade wszystko akceptować siebie nawet jeżeli nie uda Ci się nad tym zapanować. Przyznaj sam przed sobą, że nie jesteś najgorszym rodzicem świata jeżeli nakrzyczałeś dziś na swoje dziecko, bo wyprowadziło Cię ono z równowagi – naprawdę są gorsze rzeczy.
Czy rodzicielstwo bez złości istnieje?
Nie. Bo nie istnieje świat bez złości. Poza triggerami wynikającymi bezpośrednio z nas samych, naszych oczekiwań czy naszego dzieciństwa istnieją jeszcze czynniki zewnętrzne. Oczywiście praca nad sobą pozwala nie przenosić np. stresów z pracy do domu, jednak nie ma na świecie człowieka, który nigdy się nie zdenerwował. Różnica polega na tym, że jednorazowa sytuacja, w której zdenerwujesz się na swoje dziecko, czy na nie nakrzyczysz nie zmieni jego szczęśliwego dzieciństwa, czy jego miłości do Ciebie.
Natomiast powtarzające się regularnie sytuacje wyzwalające u Ciebie furię mogą niestety mocno wpłynąć na przyszłość Twojego dziecka. Dokładnie tak samo, jak sytuacje z Twojego rodzinnego domu wpływają na Ciebie w dorosłym życiu. Dlatego właśnie warto pracować nad tym, aby Twój trigger nie wpływał na Twoje życie i Twoją rodzinę.
To trudne, ale na szczęście nie niemożliwe. Możesz dzięki pracy nad samym sobą sprawić, że Twoje rodzicielstwo nie będzie pełne złości i usłyszysz kiedyś od swojego dziecka „Jak Ty to robisz, że nigdy się nie wściekasz?” – to będzie Twoja nagroda na tej trudnej drodze rodzicielstwa bliskości.
Zainteresował Cię temat? Zobacz także
