11 rzeczy, które są możliwe tylko przy pierwszym dziecku

Rodzicielstwo to bez wątpienia cudowny czas. Wielu z nas odkryło w sobie cechy i umiejętności, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia… Empatia, wzruszenie nad każdą drobnostką, jaką nauczyło się nasze maleństwo… Wydaje się, że ten czas mógłby nie mijać. W momencie, kiedy dowiadujemy się, że na świecie pojawi się drugie dziecko coś zaczyna się w nas zmieniać.

Jak pierwsze dziecko wywraca świat do góry nogami, tak nie bez powodu mówi się, że drugie dziecko przewraca świat o kolejne 180 stopni. I to kilkanaście razy! Wszystko dzieje się dwa razy szybciej, mniej istotne są błahostki, ale miłości i radości jest wielokrotnie więcej. Co zmieniło się w naszym życiu po pojawieniu się w nim drugiego dziecka? Sami zobaczcie!

Popołudniowe drzemki

Ah, jak cudowny to był czas… Jedną z porad jaką dostaliśmy od doświadczonych rodziców to 'śpij, gdy dziecko śpi’. Nie zawsze dało się to zrobić, bo przecież kiedyś też trzeba ugotować obiad i sprzątnąć dom. Już nie wspominając o tym, że dzieci spią też podczas spacerów, w sklepie czy w aucie, a nie widziałem jeszcze rodziców śpiących w sklepie😊.

Ale wspólna drzemka to było cudowne doświadczenie. Chyba nigdy (poza własnym okresem niemowlęcym) nie spaliśmy tak długo w ciągu dnia, jak wtedy, kiedy mieliśmy maluszka.

Rada naszych znajomych okazała się nietrafiona przy drugim dziecku. Mimo tego, że starsze dziecko miało jeszcze drzemki, kiedy na świecie pojawił się noworodek, to wspólnych drzemek od początku było niewiele. Szybko okazało się, że kiedy noworodek ucina sobie drzemkę, starsze gania w najlepsze (no, bo ma w końcu rodziców tylko dla siebie!). Kiedy maluszek się budził, drugie cudownie traciło energię… i miało drzemkę. Nie dane nam było przespać popołudnia razem z dwójką dzieci. Ale ma to swoje plusy – każde z naszych pociech miało czas na wspólne chwile z rodzicami, takie tylko dla siebie. A to przecież tak ważne dla starszaka w zaakceptowaniu nowej rzeczywistości!

Wycieczki po górach

dzieco w chuscie w gorach

Uprawianie swoich pasji z dzieckiem to idealny scenariusz. Każdy górołaz marzy o tym, by pierwszy raz zabrać malucha w jego pierwszą wędrówkę górską. Wiadomo – bobas w chustę, prowiant do plecaka i lecimy podbijać szczyty. Z drugim dzieckiem nie jest to takie proste – kto wtedy będzie nieść plecaki (które są dużo większe niż kiedyś?)

Prasowanie ubranek

Kolejną czynnością, jaką zweryfikowała się po narodzinach drugiego dziecka, było prasowanie. Przy pierwszym, z uporem maniaka pracowaliśmy wszystko – nawet malutkie skarpeteczki. Wyprasowane były ścierki i nasze ciuchy (nawet te, które trafiały na półkę 'tylko po domu’ ). Gdy pojawił się drugi bobas, prania i prasowania znacząco przybyło, więc i czynność tą trzeba było usprawnić. Od tego momentu prasowanie się skończyło, pracę przejęła suszarka (bardzo polecam) a drugi bobas musiał śmigać w nie uprasowanych skarpetkach 

Sprawdzanie termometrem temperatury wody

Jako młodzi rodzice bardzo dbaliśmy o to, by wszystko, co otaczało naszą córkę było idealne. Naturalne kosmetyki, bawełniane ubranka bez gumek i ściągaczy, które mógłby ją uwierać… Podobnie z temperaturą kąpieli. Każdego wieczoru nasz rytuał zaczynał się od nalania wody, sprawdzenia jej temperatury (koniecznie termometrem!), okrycie maluszka tetrą, żeby nie zmarzł… a przy drugim?

Szybkie nalanie wody. Sprawdzanie temperatury łokciem. Termometr okazał się jednak niepotrzebny a dziecko miało się dobrze.

Sprawdzanie, czy dziecko oddycha w nocy

To zabawne, ale kiedy od bardziej doświadczonych rodziców słyszałem, jak to pierwsze noce dziecka spędziły na nasłuchiwanie, czy malec oddycha, myślałem sobie, że chyba trochę przesadzają. Odechciało mi się śmiać, kiedy wyszliśmy ze szpitala i spędzaliśmy pierwszą noc w domu 😄 na zmianę zaglądaliśmy do łóżeczka – oficjalnie sprawdzając, czy noworodek się nie odkrył lub nie okrył zbyt mocno kołderką – zwłaszcza, że spał na brzuchu. Nieoficjalnie – często dotykaliśmy niemowlaka, by sprawdzić, czy zareaguje na dotyk.

Dlatego przy drugim kupiliśmy kamerkę. Od tego czasu nie musieliśmy sprawdzać co chwilę, czy młodziak oddycha.

Pakowanie się w jedną torbę

Wyjazdy z jednym dzieckiem to też tylko jedna torba do spakowania. Często w jedną walizkę mieściliśmy się wszyscy… Wraz z drugim dzieckiem przybyło rzeczy z etykietą 'produkt pierwszej potrzeby’. Od teraz pakujemy się w co najmniej dwie walizki, a do tego zabieramy jeden lub dwa kubły zabawek (nawet jadąc do znajomych na wieczorną pogawędkę). Inaczej mówiąc: 
1 dziecko = 1 torba
2 dzieci = 3 torby

Wypełnianie na bieżąco książeczki wspomnień

Książeczki 'Mój pierwszy rok’ i inne tego rodzaju to piękna pamiątka i wspomnienia na lata zapisane na kartach – już zawsze pozostaną z nami. Ale… tylko dla pierwszego 🙃 o ile wszystkie rubryczki wypełnialiśmy na bieżąco, tak dla młodszej… cóż – wypełniamy je od przypadku, do przypadku i to z rocznym opóźnieniem. Chociaż, ma to pewien walor – siadając wieczorem tylko we dwoje nad tą książeczką, miło jest przypomnieć sobie te nie tak odległe wspomnienia, które stworzyły nam nasze maluchy.

Wypełnianie na bieżąco książeczki wspomnień

Z pierwszym dzieckiem wszystko jest nowe. Uczymy się małego człowieka, jego min, spojrzeń, gestów… a wszystko co nowe, może nas niepokoić. Dodatkowo z dobrego serca otrzymujemy mnóstwo tzn. Dobrych rad.

 
Ktoś mówi, kiedy dziecko powinno chodzić, siedzieć, mówić, ile powinno jeść, jak się powinno ubrać. Żeby nie było za łatwo: jedni mówią jedno, inny drugie.
Młody rodzic podświadomie porównuje też z innymi dziećmi. Prowadzi to do tego, że robi wiele rzeczy niezgodnie z własną intuicją. Na przykład próbuje pomagać dziecku wstawać lub podtrzymuje za rączkę, jak się uczy chodzić. Oczywiście takie zachowania, pomimo dobrych intencji tylko spowalniają procesy nauki.
To się zauważa dopiero przy kolejnych dzieciach. Nagle dziecko po prostu wstaje i idzie. W pewnym momencie po prostu mówi. A jak mu zimno czy za ciepło to po prostu daje znać.

Mam wrażenie, że od drugiego dziecka bardziej ufa się naturze i własnemu doświadczeniu i intuicji a mniej dobrym radą.  

 

# PS. Dla świeżych rodziców. Małe dzieci nie mają jeszcze dobrze rozwiniętej regulacji temperatury i krwiobiegu dlatego zimne rączki jeszcze długo – nawet, jeśli babcia uważa, że dziecko zamarza bezpowrotnie –  nic nie znaczą a z drugiej strony bardzo łatwo o przegrzanie.

Zasada 3 sekund

Pierwsze dziecko to zawsze (lub prawie zawsze) wyczekana i ‘wychuchana’ pociecha. Dbamy, by nie miało kontaktu z zarazkami, wyparzamy butelki, smoczki, zabawki dezynfekujemy…(wogóle mamy butelki a nie szklanki czy kubki). Nie do pomyślenia jest, by dziecko zjadło coś, co spadło na ziemię, a każda nieoczekiwana i nagła sytuacja przyprawiała nas o palpitacje i chwilowe ustanie rytmu serca.

A przy drugim dziecku? Nawet zajadanie piasku na plaży nie robi na nikim już takiego wrażenia. Dobrze jest mieć wówczas przy sobie jakąś butelkę z napojem, bo po takiej ‘przekąsce’ bobas może mieć wzmożone pragnienie 🙂

Spędzanie wieczorów tylko we dwoje…

Czas tylko we dwoje to też melodia przeszłości, przynajmniej taki jaki znamy. O ile z jednym dzieckiem jest szansa, na złapanie chwili oddechu, tak przy dwojgu dzieci szanse te są o dwa razy mniejsze. I tak – jak jedno dziecko śpi, to drugie nie ma ochoty na spanie… lub jedno zasypia, a drugie się budzi… Nie ma tu taryfy ulgowej, zwłaszcza, jeśli nie macie blisko babci 🤷 trzeba się przystosować i dosłownie 'łapać chwile’.

 

A czy Wy dodalibyście coś od siebie? Czy wraz z narodzinami drugiego życia pewne czynności zmieniły się diametralnie?